Ile powinnam wydawać na marketing?
Liczymy od wartości klientki, nie od budżetu. Manicure za 130 zł co cztery tygodnie przez dwa lata to około 3 400 zł. Jeśli na drugą wizytę wraca 45 klientek na 100, jedna nowa jest warta około 1 600 zł. Przy takiej matematyce 100-150 zł za klientkę, która przyszła i zapłaciła, to dobry interes, a 30 zł za kontakt, który nigdy nie dotarł do salonu, to zły. Tę liczbę wyliczymy dla Twoich cen na konsultacji.
Google Ads czy Instagram i Facebook?
To dwie różne role. Google pokazuje się osobom, które już szukają Twojej usługi - działa przy zabiegach droższych i rzadszych. Meta trafia do osób, które akurat nie szukały, i dopiero daje im powód, żeby przyjść - działa przy usługach częstych i tańszych, gdzie decyzja zapada z impulsu. Przy małym budżecie zwykle zaczynamy od jednego kanału i jednej usługi, a nie od obu naraz po trochu.
Próbowałam reklam i nie działało
Najczęstszy powód: to było „promuj post”, a nie kampania. Promowany post nie ma celu, do którego zmierza, ani miejsca, w którym klientka kończy - wraca do profilu i tam się kończy. Pytanie, które zadajemy na początku, brzmi: dokąd prowadziła ta reklama i co klientka miała tam zrobić. Jeśli odpowiedź to „na Instagram”, wiadomo już, gdzie pieniądze się zatrzymały.
Dlaczego nie jestem wysoko w Mapach Google?
Decydują trzy rzeczy: kompletność profilu (kategorie, usługi, godziny, zdjęcia), tempo przybywania nowych opinii - liczy się, ile ich przybywa miesięcznie, nie ile jest łącznie - oraz zgodność nazwy, adresu i telefonu na stronie, w Booksy i w profilu. Bez zajrzenia w konkretny profil nie da się powiedzieć więcej i dlatego robimy to na konsultacji.
Jak zdobywać więcej opinii w Google?
Prosić po każdej wizycie, od trzech dni do tygodnia po niej, najlepiej SMS-em z linkiem wysyłanym automatycznie z systemu rezerwacji. Sama z siebie opinię zostawia co czternasta klientka, poproszona - zdecydowana większość. Czego nie wolno: dawać rabatu za opinię ani prosić tylko tych zadowolonych. Regulamin Google tego zabrania, a karą bywa usunięcie opinii albo blokada profilu.
Czy potrzebuję strony, skoro mam Booksy i Instagram?
Nie każdy salon potrzebuje. Strona wygrywa wtedy, gdy klientka szuka w Google, gdy usługa jest droga i trzeba ją wyjaśnić, oraz gdy nie chcesz być wyłącznie jednym z wielu profili w Booksy. Robi też coś, czego profil w cudzej aplikacji nie zrobi: pokazuje salon jako firmę z własnym adresem, a nie pozycję na liście obok konkurencji. Klientka, która przed pierwszą wizytą trafia na porządną stronę z cennikiem, zdjęciami efektów i opisem zabiegów, podchodzi do niej z większym zaufaniem - i ma to największe znaczenie przy droższych zabiegach, przed którymi zastanawia się, czy warto zaryzykować. Jeśli jednak robisz manicure za 130 zł i masz pełny grafik z Booksy, powiemy wprost, że strona nie jest Twoim pierwszym krokiem - i pokażemy, co nim jest.
Mam klientki, ale nie wracają
To lepszy problem niż brak nowych, bo tańszy do naprawienia. Zwykle brakuje kilku prostych rzeczy: przypomnienia SMS przed wizytą, propozycji następnego terminu jeszcze przy kasie, prośby o opinię po trzech dniach, wiadomości w rytmie usługi („minęło pięć tygodni od hybrydy”) i odezwania się do tych, które nie były od trzech miesięcy. Pierwsze pytanie brzmi: ile nowych klientek wraca na drugą wizytę. Większość salonów tego nie wie i od tego zaczynamy.